Batman Ninja – Mroczny Rycerz w sosie teriyaki

Nie ma równie popularnego  i dobrze sprzedającego się superbohatera jak Batman. Zachęca to wielu twórców do coraz bardziej wyszukanych podejść do postaci Mrocznego Rycerza. Jednym z najbardziej osobliwych przypadków jest Batman Ninja.

Historia niejeden raz udowodniła, że sprzedać można wszystko sygnowane Człowiekiem Nietoperzem, nawet film o Batmanie w wydaniu klocków Lego. Jedynym wyjątkiem była co prawda Ligia Sprawiedliwości, ale to była specyficzna sytuacja, na którą zrzuciło się wiele czynników. Po długich latach w amerykańskiej popkulturze Batman przeniósł się do Kraju Kwitnącej Wiśni w swoim pierwszym filmie anime. Piszę to zarówno metaforycznie, jak i dosłownie, albowiem Batman Ninja opowiada o tym, jak Mroczny Rycerz razem ze swoimi sojusznikami i przeciwnikami cofa się w czasie i zostaje przeniesiony do feudalnej Japonii.

Batman Ninja wyróżnia się na tle amerykańskich animacji z Człowiekiem Nietoperzem. Dotychczasowe filmy były przede wszystkim skierowane do oddanych fanów. Większość z nich była bezpośrednią adaptacją komiksów i podchodziły do materiału źródłowego bardzo poważnie, wręcz czołobitnie. Co w dużej mierze zadowalało odbiorców, ale też sprawiało że mało która z tych animacji wybijała się, oferowała cokolwiek nowego. Omawiane anime idzie w kompletnie przeciwnym kierunku – jest pastiszem albo wręcz parodią nie tylko Batmana, ale też (jeśli nie przede wszystkim) japońskiej popkultury.

Foto: GeekTyrant

Batman (z) przyszłości

Film powstał z ręki równie utalentowanych, jak i osobliwych artystów. Za animację odpowiedzialne było studio Kamikaze Douga, na stołku reżyserskim zasiadł Jumpei Mizusaki, a muzykę skomponował Yugo Kanno – panowie, którzy pracowali wcześniej przy Jojo’s Bizarre Adventure. Za projekty postaci wziął się Takashi Okazaki, twórca Afro Samurai, a scenariusz napisał Kazuki Nakashima, autor serii Tengen Toppa Gurren Lagan i Kill la Kill.

To film dla specyficznej grupy odbiorców – dla ludzi którzy są jednocześnie fanami Batmana, jak i anime. Zapomnijcie o mrocznych historiach o Mrocznym Rycerzu w mrocznym mieście Gotham. Batman Ninja jest dokładnie tym, czego można było się spodziewać po twórcach wymienionych anime. To wręcz kombinacja stylów i motywów z Jojo’s Bizarre Adventure, Afro Samurai, Gurren Lagan i Kill la Kill. Film, który w pełni świadomie powiela wszelkie trendy, konwencje i uroki japońskiej animacji i podkręca je do absurdalnego poziomu.

Fabuła jest bardzo umowna, wręcz pretekstowa. Ma przede wszystkim uzasadnić położenie Batmana, jego Bat-rodziny i panteonu złoczyńców w feudalnej Japonii. Każda z komiksowych postaci zostaje odpowiednio dopasowana do roli typowych dla kina samurajskiego. Zamiast miasta Gotham mamy Japonię, zamiast wojny gangów mamy wojnę klanów na czele których stoi Joker, Dwie Twarze, Pingwin, Trujący Bluszcz, oraz Deathstroke. Porządek przywrócić może ruch oporu złożony z samurajów na czele których stoi Batman. Twórcy dobrze wiedzieli jak wykorzystać postacie w tak nietypowym settingu. Żałuję tylko, że niepotrzebnie silono się na powiązanie historii z „głównym kanonem”. Sam prolog i epilog rozgrywający się w Gotham zwyczajnie odstaje od reszty, a zakończenie jest wyraźnie pozbawione pomysłu i puenty.

Batman Ninja podchodzi do świata feudalnej Japonii jak Afro Samurai – to mocno zniekształcona, popkulturowa wizja pełna przegiętych i widowiskowych scen walk. Niczym w Jojo’s Bizzare Adventure i Kill la Killa otrzymujemy masę japońskiego poczucia humoru. Wszystko jest świadomie przerysowane do granic możliwości. Bohaterowie w trakcie walk wykonują kuriozalne pozycje i wykrzykują kiczowate frazesy, pałace przemieniają się w gigantyczne mechy, znikąd pojawia się armia małp tworzących razem „mecha-małpę” – twórcy testują tolerancję widza na kolejne, japońskie dziwactwa.

Foto: GeekTyrant

Świetna rozrywka made in Japan

Podobnie jak we wspomnianych anime i tutaj wszystko to tworzy ze sobą świetną rozrywkę. Tempo jest błyskawiczne, akcja goni akcję. Film co chwilę stawia coraz większą poprzeczkę w kwestii scen akcji i humoru. Walki są nie tylko absurdalne, kiczowate, ale też cholernie widowiskowe.

Od czasu do czasu twórcy bawią się konwencją lub narracją. Film potrafi nagle przeskoczyć do sekwencji rodem z gier japońskich lub zmienić oprawę nawiązującą do japońskich fresków. Joker i Harley Quinn jeszcze częściej rzucają dowcipami, a ich ekspresja jest zabawniejsza niż kiedykolwiek. Jednak najwięcej śmiechu dostarcza pseudo patetyczna, przedramatyzowana otoczka, do tak kuriozalnej historii.

Foto: Spider’s Web

W recenzji do Blame! i Godzilla: Monster Planet narzekałem na komputerową animację imitującą tradycyjną kreskę. Tutaj w końcu mamy film, który dobrze wie, jak wykorzystać technologię cyfrową. Sceny walki są bardzo dynamiczne i zjawiskowo zmontowane. Kamera błyskawicznie się przemieszcza w trakcie akcji, obraca się wokół bohaterów i pokazuje dokładnie każdy ruch. Na obraz nałożono wiele filtrów imitujących nie tylko klasyczną animację, ale nawet stare, japońskie drzeworyty, co tworzy niepowtarzalny styl. Choć animacji przydałoby się więcej szlifu – niektóre modele postaci w ruchu wypadają gorzej (Grodd), a ujęcia oparte wyłącznie na klasycznej animacji pojawiają się kompletnie losowo i zaburzają spójność.

Projekty postaci prezentują się kapitalnie – ich wygląd w wydaniu japońskim jest naprawdę kreatywny i przyjemny w oglądaniu. Równie dobrze bohaterowie brzmią. W japońskiej obsadzie głosowej występują takie gwiazdy jak Atsuko Tanaka i Kôichi Yamadera (Ghost in the Shell), Rie Kugimiya (Toradora!), Daisuke Ono (Black Butler), Yûki Kaji (The Seven Deadly Sins). Najlepiej zdecydowanie prezentuje się mniej znany Wataru Takagi jako Joker, który brzmi dokładnie jakby Mark Hamill był Japończykiem.

Podsumowanie

Batman Ninja to jeden z najbardziej oryginalnych filmów o Mrocznym Rycerzu. Podejście Japończyków dostarczyło sporo świeżości, oraz świetnej zabawy konwencją. To film nastawiony na czystą rozrywkę, który nie boi się pójść na całość. Dla fanów Batmana, nieprzyzwyczajonych do orientalnych klimatów może to być zbyt dziwna i absurdalna przygoda. Każdy, kto z kolei bawił się na Afro Samurai, Tengen Toppa Gurren Lagan, albo Kill la Kill, będzie czuł się jak w domu.

Ocena: 8/10

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *