„Barry” sezon drugi – Show Must Go On

dnia

Pierwszy sezon Barry’ego był dużą niespodzianką. Serial dostarczony przez duet komików okazał się być perfekcyjnie wyważonym miksem komedii, filmu akcji i moralnego dramatu ze znakomitym finałem (jeden z krytyków twierdził, że finał był tak doskonały, że nie powinno być drugiego sezonu). Serial został okrzyknięty przez krytyków rewelacją sezonu. Bill Hader i Henry Winkler zgarnęli Emmy za swoje role.  Wszystko to skutkowało, że czekałem z niecierpliwością na drugi sezon. Miałem przy tym sporo obaw, na szczęście okazały się one bezpodstawne. Produkcja HBO swoim drugim sezonem udowadnia wysoki poziom.

Drugi sezon przede wszystkim oferuje nam wgląd w charakter postaci. Fuches, Sally, Gene i NoHo Hank nie są już tylko komicznymi stereotypami, ale ludźmi z krwi i kości. W nowych odcinkach poznajemy dogłębnie ich motywacje i cele. Są prawdziwsi niż w poprzednim sezonie. Uwidacznia się nam również postać Barry’ego.  Berkman stara się zerwać z brutalną przeszłością i poświęcić się w pełni aktorstwu. Niestety czyny, jakich dokonał w przeszłości, nie pozwalają mu na stabilizację i wywołują nowe, coraz bardziej dramatyczne konsekwencje.

FOTO: IMDb

Serial nadal podąża drogą wyznaczoną przez końcówkę pierwszego sezonu. Jest to dramat psychologiczny pełną gębą.  Barry na początku, jeżeli chodzi o warstwę dramatyczną, orbitował w kręgu Coenowskiej farsy. Natomiast teraz bardziej to przypomina tragikomedię. Alec Berg i Bill Hader stawiają w tym sezonie przed swoimi postaciami możliwość zmiany, ucieczki, stania się lepszym sobą. Wszyscy ten egzamin kończą…. ale z różnym wynikiem.

Wszystko to maluje się w coraz mroczniejszych kolorach. Bohaterowie Barry’ego to zbiór osób złych i nieuczciwych wobec widza i samych siebie. Przede wszystkim są to egoiści. Na swojej drodze do zmiany zaskakują nas swoim charakterem. Sprawia to, że serial staje się coraz mroczniejszy i zabiera nas w coraz bardziej niewygodne dla nas rejony i zadaje nam pytania trudnej natury etycznej i moralnej.

Oczywiście Barry to nadal komedia. Bardzo czarna komedia, ale jednak komedia. Humor w drugim sezonie jest jeszcze lepszy i pasuje do tonu serialu. Żarty tutaj często rozładowują dramat i sprawiają, że serial unika nadętego patosu. Jest to też dobry sposób na nakreślenia absurdalności i surrealizmu świata wykreowanego przez Berga i Hadera. Przede wszystkim jednak humor w Barrym nadaje całości ludzki kształt. No bo przecież wszyscy dobrze wiemy, iż w naszym życiu często łzom towarzyszy śmiech i na odwrót.

FOTO: IMDb

Barry najlepiej działa jako mieszanka stylów. Wspomniana komedia i drama przeplatają się tutaj z momentami napięcia, którego nie powstydziliby się scenarzyści Breaking Bad. Wszystko to jest osadzone w absurdalnym i coraz bardziej surrealistycznym świecie. Ten serial to kombinacja rzeczy, które znamy i lubimy. Bracia Coen, Atlanta, Martin Scorsesse czy też Andrzej Wajda. Wszystko to jest  w tym serialu. Mieszając niepasujące do siebie na pierwszy rzut oka składniki, Barry staje się serialem szalenie unikalnym ze swoją własną narracyjną tożsamością.

Główną bronią tego serialu jest aktorstwo.  Wszyscy zasłużyli w tym roku na Emmy. Stephen Root jako manipulator z ojcowskim zacięciem. Sarah Goldberg jako Girl Next Door z marzeniami i Henry Winkler jako sarkastyczny nauczyciel aktorstwa w  żałobie są świetni, ale prawdziwym NVP jest tutaj Anthony Carrigan jako NoHo Hank. Comic relief idealny. Aktor sprzedaje nam  tutaj każdą kwestię, każdą scenę i każde spojrzenie. Fenomenalne aktorstwo.

Jednak głównym architektem jest tutaj Bill Hader. Do niedawna komik, kojarzony z Saturday Night Live, dzisiaj symbol kreatywności we współczesnej telewizji. Aktor, scenarzysta, reżyser podąża drogą wyznaczoną przez Louisa C. K. i Donalda Glovera. W przeciwieństwie jednak do tych panów, którzy w swoich serialach uprawiali coś na zasadzie artystycznych epizodów, Hader serwuje nam pełnoprawny angażujący dramat.  Wystarczy tylko spojrzeć na piąty odcinek tego sezonu, aby zobaczyć, jakim geniuszem jest Bill.

Drugi sezon jest zdecydowanie dużo lepszy niż pierwszy. W poprzednim sezonie ta produkcja jeszcze nie miała dobrze wyważonego tonu i dysonans pomiędzy komedią a dramatem był dosyć niezręczny.  Tutaj już wszystko jest idealnie stonowane. Poznajemy również lepiej bohaterów i ich personalne demony. Pozostaje nam czekać na trzeci sezon. Ja już czekam z tęsknotą.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *