„Avengers: Koniec gry” – This is the end (bez spoilerów)

dnia

Stało się. Długie 11 lat, aż 22 filmów tworzone w ramach jednego kinowego uniwersum. Wszystko w filmie Avengers: Koniec gry zmierza ku wielkiemu podsumowaniu. Tutaj coś się kończy, ale też coś się zaczyna. Pytanie tylko, czy bracia Russo sprostali ogromnym oczekiwaniom?

Trudno pisać o filmie takim jak Avengers: Koniec gry bez jakiegokolwiek kontekstu. W 2008 roku premierę miał Iron Man, świetnie przyjęte komiksowe widowisko posiadające intrygującą scenę po napisach. Tam główny bohater, Tony Stark, spotyka agenta Nicka Fury’ego. Ten z kolei informuje go o istnieniu innych ludzi ze specjalnymi właściwościami, z których chce powołać drużynę Avengers. Potem premierę miały The Incredible Hulk, Iron Man 2, Thor i Captain America: Pierwsze Starcie. Każdy z nich w trakcie filmu lub w scenie po napisach zawierał zapowiedzi pojawienia się kolejnych bohaterów oraz istnienia tajemniczych kamieni nieskończoności.

W 2012 roku powstał Avengers, crossover zrealizowany na niespotykaną dotąd skalę, w którym wszyscy bohaterowie z powyższych filmów złączyli siły, aby wspólnie zwalczyć większe zagrożenie. Tam po napisach końcowych pojawiało się tajemnicze, fioletowe oblicze spoglądające na nas ze złowieszczym uśmiechem. Tym kimś był Thanos, złoczyńca szykujący się do realizacji wielkiego planu związanego z kamieniami nieskończoności. Wątek wielokrotnie przewijał się w najróżniejszych filmach, zapowiadając coś jeszcze większego. Wielkiego eventu rodem z komiksów, epickiej batalii między bohaterami całego Uniwersum Marvela z najpotężniejszym wrogiem we wszechświecie. Eventu, który zaczynał się od Avengers: Wojny bez granic, i zakończy się właśnie teraz, w Avengers: Koniec gry!

Foto: The Verge

Hołd w stronę MCU

Najnowszy film Marvela jest podsumowaniem całego kinowego uniwersum, zamknięciem wszelkich dotychczasowych wątków. Każdy z bohaterów znanych z pierwszych Avengersów dokończy swoją drogę, którą zmierzał przez te wszystkie kinowe widowiska. Każdy z nich będzie miał swój moment rozliczenia się z niedokończonych wcześniej spraw. Tutaj najmocniej widać, jak cała szóstka bohaterów, jak Iron Man, Kapitan Ameryka, Thor, Hulk, Czarna Wdowa czy Sokole Oko, zmieniła się na przestrzeni 11 lat. A szczególnie, jak wydarzenia z Avengers: Wojny bez granic wpłynęły na ich rozwój. To tworzy niejako motyw przewodni całego filmu – zmiany. To jak ludzie muszą radzić z nachodzącymi zmianami, pogodzić się ze stratą, wyrzutami sumienia, zaadaptować się, do jakich konsekwencji może to prowadzić.

Wątek ten prowadzony jest nierówno, co w dużej mierze wynika z koncentracji reżyserów i scenarzystów, braci Russo. Na pierwszym planie wyłaniają się przede wszystkim Tony Stark, Steve Rogers i Thor – oni są centralnymi postaciami i na nich skupia się uwaga filmu (z małą przewagą na pierwszą dwójkę). W rezultacie czego spora część innych bohaterów jest potraktowana, bardziej lub mniej, po macoszemu. Niektóre postacie zostały sprowadzone do żartu, a niektóre pojawiają się zbyt sporadycznie. Satysfakcja w dużej mierze zależna jest od bohaterów, na których Wam zależy najmocniej.

Avengers: Koniec gry jest także hołdem dla całego MCU – do postaci i filmów z ich udziałem, co jest najbardziej kontrowersyjną kwestią omawianego dzieła. Film braci Russo z czasem coraz częściej, w szczególności w drugim akcie, zamienia się w składankę „the best of”, laurkę, w której wspominane są najlepsze sceny, cytaty z produkcji Marvela. Jednym, wielkim fanserwisem, który z jednej strony bawi, ale też nic innego nie wnosi.

Foto: The Verge

Wszystko, co najlepsze i najgorsze w MCU

Motyw podsumowania idealnie pasuje do każdego aspektu. Najnowsi Avengers są, co prawda, najbardziej epickim widowiskiem z całego uniwersum, ale gdyby przyjrzeć się pojedynczym aspektom, to widać, że, mimo skali i pewnych wzruszających momentów, mamy do czynienia z dosyć typowym filmem Marvela. Tutaj ponownie na pierwszym planie wyłaniają się bohaterowie, którzy posiadają fantastyczną charyzmę oraz chemię między sobą. Sceny interakcji między nimi dostarczają masę frajdy, dialogi są napisane świetnie, a aktorzy spisują się na medal. Sekwencje akcji jeszcze bardziej widowiskowe, z paroma naprawdę zaskakującymi pomysłami na inscenizację czy choreografię. Finalne starcie wzbudza falę zachwytów, a nawet wzruszeń.

Nie zmienia to faktu, że Avengers: Koniec gry borykają się z podobnymi problemami co nawet pierwsze filmy MCU. Fabuła, mimo iż trzymana przez marketingowców w dużej tajemnicy, zapowiadana jako zaskakująca, okazuje się być bardzo schematyczna. Wykorzystuje motyw, który od dawna w kinie był wykorzystywany, nawet w innych widowiskach superbohaterskich (do czego sami bohaterowie się żartobliwie odnoszą). Parę zwrotów akcji potrafi zaskoczyć, ale nie ma mowy o szoku na poziomie zakończenia poprzednich Avengers. Rozczarowujący jest też złoczyńca, który okazuje się kolejnym banalnym antagonistą. Nie posiada ciekawej relacji z bohaterami, jego plan jest absurdalny i nie budzi już takiej grozy jak Thanos w Wojnie bez granic.

Od strony technicznej prezentuje się dobrze, jednak czy nie powinniśmy oczekiwać więcej po filmie za 400 mln dolarów?

Foto: GamesRadar

Śmiesznie czy strasznie?

Kontrowersyjną kwestią jest też sam ton filmu. Avengers: Koniec gry są zwieńczeniem długiego cyklu, ostatnim spotkaniem z wieloma bohaterami, których losy śledziliśmy przez ostatnią dekadę. Porusza ważne, dramatyczne wydarzenia: kataklizm na światową skalę, strata najbliższych, żałoba, trauma. Posiada tym samym parę wzruszających momentów, ale… wciąż w dużej mierze mamy masę humoru, który jest momentami nadużywany. Wiele postaci, które zasłużyły na godne pożegnanie albo moment współczucia, zostały obrócone w żart. Pojawiają się czysto komediowe sceny, chwile przełamujące dramat, żartobliwe odniesienia do popkultury czy wspomnianego fanserwisu. Większość z tego autentycznie bawi, chwilami aż do łez, jednak to nie są emocje, których powinniśmy spodziewać się po takim filmie. Przez nagromadzenie humoru wiele poważniejszych i bardziej dramatycznych momentów nie może wybrzmieć. Brakuje poczucia „ostatniego spotkania”, wielkiego końca, jaki mogliśmy odczuć w Loganie, Wojnie o Planetę Małp albo nawet w ubiegłorocznych Avengers. Poprzednia część pod tym względem góruje, tam dzięki bardziej dramatycznym zwrotom fabularnym oraz większej uwadze skupionej na antagoniście naprawdę czuliśmy, że jest to wojna, wobec której nie ma żartów; ostatni przystanek dla wielu bohaterów.

Podsumowanie

Avengers: Koniec gry nie jest absolutną rewelacją. To dobre zamknięcie naprawdę długiego i skomplikowanego cyklu filmów, które posiadają kilka rewelacyjnych momentów, ale też kilka zmarnowanych potencjałów. Mimo ponad 3 godzin seans nie nuży, co jest w dużej mierze zasługą świetnej obsady oraz kreacji bohaterów. Dostarcza sporo humoru, akcji i trochę wzruszeń – w sam raz na świetny blockbuster, trochę za mało na chwytające za serce zwieńczenie tak epickiej sagi.

Ocena: 7,5/10.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *