Annabelle: Narodziny zła – Jak zostać demoniczną lalką

Annabelle: Narodziny zła jest kolejnym filmem z popularnej serii Obecność i jednocześnie prequelem (niezbyt udanej) Annabelle z 2014 roku. Film ma opowiedzieć mroczną historię pochodzenia nawiedzonej lalki.

Lalkarz i jego żona założyli w swoim domu sierociniec dla dziewcząt. Bohaterkami są dwie, nierozłączne siostry – niepełnosprawna Jainice i Linda. Przytułek do którego trafiły okazuje się skrywać mroczne tajemnice.

Foto: OldHeadz Radio

Annabelle: Narodziny zła, podobnie jak seria Obecność, wykorzystuje schematy dobrze znane z horrorów i opowiada klasyczną historię o nawiedzonym domu. Bohaterki wprowadzają się do wielkiego, starego, osamotnionego sierocińca z mroczną przeszłością, pełnego sekretów. Wszystkie tropy prowadzą do demonicznej lalki Annabelle. David F. Sandberg, twórca horroru Kiedy gasną Światła nie śpiesznie opowiada swoją historię. Pozwala widzom zapoznać się lepiej z postaciami, oraz z tajemniczym domem.

Największą poprawę jaką widać względem poprzedniej części są bohaterki. Janice i Linda są postaciami na których nam zależy, które posiadają własne charaktery, problemy i relacje między sobą. Spora w tym zasługa aktorek – Talitha  Bateman i Lulu Wilson (którą mogliśmy oglądać w Oujia: Narodziny zła i Zbaw nas ode złego) bardzo dobrze wywiązują się ze swoich ról. Niestety reszta postaci jest potraktowana po macoszemu.

Foto: The Nerd Stash

Technicznie jest wszystko sprawnie – zdjęcia, scenografia, odpowiednio dawkowane CGI, muzyka. Niestety, ani dobre aktorstwo, paicing, ani też porządna realizacja nie wybronią przewidywalnego do bólu scenariusza. Wszelkie techniki, którymi twórcy starają się nas straszyć są nie tylko oklepane, ale też powtarzane aż do znudzenia. Film na przemian przeskakuje od horrorowej kliszy, do zwykłego jumpscare. Film nie jest straszny, opiera się na banalnych chwytach takich jak pojawiająca się i znikająca lalka, albo trzaskanie drzwiami.

Film sugeruje, że tematem przewodnim będzie origin story Annabelle co niestety jest sporym nadużyciem – cała historia pochodzenia lalki pojawia się tylko w 5 minutowej retrospekcji w finale filmu i w niczym ona nie zaskakuje. Twórcy dodatkowo usilnie starają się budować wokół filmu uniwersum Obecności, co przypomina dziwną imitację Marvela. W połowie filmu i po napisach końcowych pojawiają się zapowiedzi horroru The Nun. Jeszcze gorsze jest zakończenie, które bardzo topornie łączący się z pierwszą Annabelle. Każdy, kto nie oglądał horroru z 2014 roku, niczego nie zrozumie i poczuje tylko spory zawód.

Foto: Bleeding Cool

Annabelle: Narodziny zła jest lepsza od części pierwszej, ale nie było to duże osiągnięcie. Jest solidnie zrealizowany, zagrany, ale niestety szybko nuży. Historia i sceny które miały nas straszyć są do tego stopnia przewidywalne, że seans szybko przestaje wciągać. James Wan w swoich filmach potrafił ciągle przykuwać naszą uwagę – mieszał horror z humorem, wprowadzał różnorodne upiory, pomysłowe sceny grozy. Tutaj niestety tego zabrakło. Seans mogę polecić jedynie miłośnikom Obecności i niedzielnym fanom horrorów.

Ocena: 5/10

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *