Alien – Retrospektywa, część 1 – Jak stworzyć legendę

„W kosmosie nikt nie usłyszy twojego krzyku” – takie hasło promocyjne, idealnie oddające uczucie przebywania w koszmarze, od którego nie ma ucieczki połączone z niesamowicie sugestywnym zwiastunem, przyciągało tłumy zaintrygowanych widzów na film Ridleya Scotta w 1979 roku.

Swoją drogą jest to trailer absolutnie genialny, fenomenalnie zmontowany, potrafiący uchwycić wszystko najlepsze, co film ma do zaoferowania – paraliżującą atmosferę zaszczucia, klaustrofobiczne wnętrza i przebłyski najważniejszych momentów kulminacyjnych, jednak pomija to, co zwykle najsilniej sprzedaje  monster movie – samego potwora! Jak się okazało był to marketingowy strzał w dziesiątkę i choć dzisiaj wizerunek ksenomorfa jest już silnie obecny w popkulturze i stracił aurę tajemnicy, to dla mnie przynajmniej każde ponowne spotkanie z oryginalnym filmem nadal daje odczucie, jakbym przeżywał konfrontację z obcym pierwszy raz.

mv5bmtmymzuxnjuynl5bml5banbnxkftztcwntm2ntuymw-_v1_sy1000_cr0014701000_al_
Foto: IMDb

Jest to zasługą wszystkich tych wybitnych, artystycznych umysłów, które przyłożyły rękę do filmowego arcydzieła. Poświęćmy chwilę na wymienienie tych nazwisk. Dan O’Bannon, scenarzysta, znany wcześniej z B-klasowców, głównie pracy przy debiucie pełnometrażowym Johna Carpentera. Na pewno nie można stwierdzić, że pomysł był kompletnie oryginalny, czerpał garściami z czego tylko się dało – popularnego kina sci-fi z lat 50-tych i 60-tych (szczególnie oryginalnego The Thing Howarda Hawska), rozwiązań z blockbusterów ówczesnych (Szczęki Spielberga, Gwiezdne Wojny Lucasa) i w końcu z dojrzewającej tradycji slasher film. Połączył jednak to wszystko w unikalną, spójną całość, która nie bez powodu zapisała się w historii.

Dalej, H.R. Giger – malarz surrealistyczny, stworzył design ksenomorfa tak bezczelnie falliczny, że na jego widok Freud oniemiałby z wrażenia. Ale przecież nie tylko to, bo miał swój udział w kreowaniu wielu innych elementów stylu wizualnego i efektów specjalnych dzieła. Jerry Goldsmith – jeden z tuzów muzyki filmowej – penetrujące dogłębnie, eklektyczne połączenie klimatycznych ambientowych ścieżek, z bardziej klasycznym brzmieniem bombastycznej orkiestry. Zapomniany dziś autor zdjęć z doskonałym wyczuciem przestrzeni i oświetlenia – Derek Vanlint.

Obsada na czele z tak samo silną, jak ludzką heroiną, później pierwszą damą  kina akcji – Sigourney Weaver. Poza tym niezapomniane role zmarłego niedawno Johna Hurta, Iana Holma w roli niepokojącego służbisty czy mistrza drugoplanówek – Harry’ego Deana Stantona. W końcu ojciec projektu – Ridley Scott, z pewnością wybitnie utalentowany, choć nigdy później nie dosięgnął poprzeczki tak wysoko postawionej przez drugi film w jego karierze.

mv5bmty4odqynjczml5bml5banbnxkftztcwmtawodaxna-_v1_sy1000_cr0014861000_al_
Foto: IMDb

Historia mimo, że prosta jak drut jest misternie budowana i prowadzona z niezwykłym wyczuciem. Filmowi nigdzie się nie spieszy, spokojnie zapoznaje nas ze statkiem holowniczym Nostromo, jego załogą złożoną nie ze zbzikowanych naukowców, a zwyczajnych, przyziemnych gości czekających po prostu na wypłatę, powrót do domu, otwarcie piwka i zrelaksowanie się przed telewizorem. Bardzo naturalne dialogi i chemia między aktorami pozwala widzowi szybko się z tymi bohaterami utożsamić. W międzyczasie nienagannie budowana jest atmosfera izolacji i poczucia zbliżania się do czegoś nieznanego, to w końcu opowieść o kontakcie.

Po przechwyceniu wiadomości SOS, ekipa zmuszona jest, według protokołu do lądowania na niezbadanym księżycu i odpowiedzenia na sygnał. Świat przedstawiony w filmie jest zarysowany bardzo szkieletowo, pełen niedomówień. Nie dowiadujemy się tu za wiele o tajemniczej korporacji, dla której bohaterowie pracują, ani o eksplorowanym przez nich ciele niebieskim i jego mieszkańcach, poza tym, co sami zaobserwujemy z ich perspektywy. Gdy w ruch idzie nasz potworek, jego natury także od razu nie rozumiemy i poznajemy ją niemal w czasie rzeczywistym, jesteśmy wobec niego tak samo bezradni jak bohaterowie.

mv5bmjiymju2mzixov5bml5banbnxkftztcwmzi2ntuymw-_v1_sy1000_cr0014311000_al_
Foto: IMDb

Obcy to naprawdę paskudne i bezlitosne stworzenie, którego rozwój krok po kroku, warstwę po warstwie, jeden diaboliczny mechanizm obronny za drugim poznajemy dogłębnie, a i tak stale będzie nas zaskakiwać tym, co ma w zanadrzu. Utrzymanie go przez większość czasu w cieniu, to z jednej strony kompromis wynikający z ograniczeń technicznych, z drugiej przebłysk geniuszu. Ksenomorf jest być może najkoszmarniejszym potworem jakiego stworzyło kino, bo dotyka naszych uniwersalnych ludzkich lęków. Nieprzypadkowo przypisuje mu się konotacje psychoanalityczne, co było, sądząc po wypowiedziach reżysera, jak najbardziej intencjonalne.

W końcu wszystkie sytuacje grozy w filmie wiążą się z byciem napadniętym po ciemku przez chodzący symbol falliczny, swoistą maszynę do gwałtu. Zanim jeszcze osiągnie dorosłość, uzależnia nas od siebie zmuszając do oralnego stosunku, połączonego z duszeniem i spuentowanego zostawieniem w nas niechcianego pasożyta. Potem po śmiertelnym dla nosiciela „porodzie” zaczyna biegać samopas i wtedy nie mamy już żadnej szansy się obronić. Jeśli nie dorwie nas któraś warstwa szczęk z ostrymi jak brzytwa zębami, czy równie zębaty wzwód języka, przeszyje nas długi, ostro zakończony ogon. Czy Dan O’Bannon wiedział pisząc scenariusz, że jego horror okaże się piekielnie sugestywną metaforą seksualnej przemocy i niechcianej ciąży? Być może nie, ale jedno jest pewne – takie odczytanie czyni film jeszcze bardziej przerażającym i pozwala zrozumieć, dlaczego zostawia taki ślad na psychice widza.

mv5bmtk3odi4mdewnv5bml5banbnxkftztywndu5odk2-_v1_
Foto: IMDb

I tego powinniśmy oczekiwać po dobrym filmie grozy – prosty ideowo, a jednocześnie wstrząsająco nośny, komunikatywny. Nie o fabułę tu chodzi, choć nie brak pewnych nietuzinkowych rozwiązań, to podstawą jest wyrafinowanie straszenie widza, nie przez banalne „jump-scares”, a obezwładniającą atmosferę, zintensyfikowaną przez niesamowite połączenie scenografii, oświetlenia, pracy kamery i efektów specjalnych. Nieszablonowość przejawia się w końcu również w postaci protagonistki, która zresztą nie jest z początku nawet kreowana na bohaterkę tej historii, jednak z czasem daje się poznać, dlaczego stała się feministyczną ikoną kina rozrywkowego – konsekwentnie silna i wierna sobie, ale przede wszystkim ludzka, skrywająca wewnętrzną wrażliwość.

Czy jednak Ósmy pasażer Nostromo jest filmem perfekcyjnym? Nawet ja jako oddany fan muszę odpowiedzieć negatywnie. Mimo całej tej oryginalności i formalnej finezji jest to dzieło zamknięte w pewnej konwencji gatunkowej i staje się to bardziej oczywiste w drugiej jego połowie. Jeśli widzieliście wcześniej jakikolwiek slasher, nie będzie zaskoczeniem dla was, że gdy jedna z postaci oddzieli się od grupy, prawdopodobnie nie pożyje zbyt długo, przez co spisujemy ją przedwcześnie na straty i jej śmierć nie znaczy dla nas tak wiele. Takich momentów, gdy rytm filmu faktycznie się rozstraja jest jednak na tyle mało, że nie odbijają się na odbiorze całości.

mv5bnwjlngjizjetzdnkzc00mje0lwiznmytn2y0mzm2odvizgfmxkeyxkfqcgdeqxvyndizndexoq-_v1_
Foto: IMDb

Jeśli z jakiegoś powodu nie widzieliście jeszcze tego filmu, nadróbcie to koniecznie. Jeden z tych niewielu hollywoodzkich blockbusterów, które można bezpiecznie nazwać ponadczasowymi. Niezmiennie przerażający i całkowicie satysfakcjonujący jako zamknięta opowieść. Ale to oczywiście był dopiero początek..

Ciąg dalszy retrospektywy

0 Comments Add yours

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *