A Ghost Story – Spirited Away

Śmierć zajmuje ludzkie umysły praktycznie od narodzin ludzkości. Dlaczego umieramy? Co się dzieje z nami po śmierci? Jaki to wszystko ma sens? to tylko te najbardziej oczywiste pytania związane z nadejściem kostuchy.  Nie inaczej jest z sztuką, która karmi się naszymi objawami i próbuje przelać na papier, płótno i ekran nasze emocje. W takim razie czy A Ghost Story, czyli niezależny skromny dramat może nam powiedzieć coś ciekawego na temat wieczystego przemijania?

Niedawno zmarły mężczyzna (Casey Affleck) powraca jako duch w białym prześcieradle do domu, by przynieść pocieszenie swej złamanej rozpaczą żonie (Rooney Mara). Szybko orientuje się, że jest niewidzialny, odłączony od realnej czasoprzestrzeni. Może tylko patrzeć, jak życie, które znał i kobieta, którą kocha powoli oddalają się od niego. Coraz bardziej niezauważalny, skazany na zapomnienie, przebywa niezwykłą podróż w historii, konfrontując się z bezmiarem egzystencji.

foto: imbd.com

A Ghost Story ma świetny pomysł wyjściowy. Pokazanie bezcielesności śmierci w formie białego prześcieradła pozwala nie tylko oswoić się widzowi  z ponurą tematyką filmu, ale także wprowadzić go w specyficzny klimat który jest najmocniejszą stroną tego obrazu.  Ten quasi romans wprowadza nas w lepki strumień czasu i przemijania, gdzie możemy obserwować jak znikoma jest ludzka egzystencja.

Niestety film opowiada swoją powolną, leniwą historię w koncepcji powolnego leniwego slow cinema. Szybko możemy się przekonać, że uroczy pomysł wyjściowy staje się jedyną oryginalną bronią w arsenale filmu. Dlatego szybko zaczynamy się nudzić. Na dodatek film nie mówi nic ciekawego o pośmiertnej traumie  i z czasem rozmienia się na drobne. Już dawno tak bardzo się nie nudziłem na filmie.

foto: imdb.com

Wydaje mi się że film w połowie również zaczyna się nudzić, ponieważ próbuje bawić się w proroka, a my biedni widzowie nie możemy się sprzeciwić potokowi tanich nihilistycznych argumentów, z gatunku: „tak powiedział, więc tak musi być”. A Ghost Story w tym momencie zaczyna się gubić(kręcić film slow cinema i się pogubić, to sztuka) i zaczyna zjadać własny ogon. Przesłanie filmu zaczyna się rozmazywać, aż do klasycznego efektu deus ex machina w finale. A mogło być tak fajnie.

Byłoby lepiej gdyby A Ghost Story zagrał podobne nuty jak Zakochany bez pamięci. Czyli trzymanie się bagatela prostej historii, gdzie efekty nie przysłaniają całości i są tylko refrenem do emocji bohaterów. Tutaj macie z kolei Ronney Marę, która przez kilka minut je na podłodze ciasto.

foto: imdb.com

Właśnie aktorstwo. Mam okropny żal do filmu, za takie marnotrawstwo tak ciekawych aktorów. Casey Affleck wygląda jakby nadal grał ta samą postać co w Manchester by the Sea. Z kolei Rooney Mara, no je ciasto. Ja rozumiem, że fajnie jest zobaczyć czołowe nazwiska jak eksperymentują z formą kina, ale to nie są eksperymenty tylko zabawy pod prześcieradłem w przedszkolu.

A Ghost Story zawodzi swoja drżącą i niekompletną formą a także marnymi środkami filmowymi. W tym filmie jest dużo ciszy. Pewnie jak uważnie się wsłuchacie usłyszycie echo odbijające się w pustce tego obrazu.

Ocena:4/10

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *