Zaczarowani ludzie po klątwie

dnia

Oburzenie, profanacja, rozgoryczenie, gniew i niedowierzanie, dlaczego taki spektakl ostał wystawiony? To nie ma nic związanego ze sztuką. Co to za sztuka? Taka na jaką się zapowiadała. Szokująca, prowokująca i bezpardonowa. O co więc ten cały szum?

Zapewne niejedno z Was słyszało już o przeklętej klątwie reżyserii Olivera Frljića, która stała się obiektem powszechnego wylewania żalu, rozpaczy, gniewu i kilku innych nieprzyjemnych emocji. Wszystko to za sprawą relacji stacji TVP Info, która upubliczniła fragment spektaklu. Oczywiście fragment, który był jednym z najbardziej jaskrawych. Bez jakiegokolwiek komentarza informującego, że to nie ukazuje obrazu całości czy chociaż podania opisu spektaklu, a na dodatek jest okraszony jednoznacznymi, krytycznymi słowami. Na feedback (odzew) nie trzeba było długo czekać, bo tak „podaną” informację, trudno jest odebrać w odmienny sposób.

klatwa_515

Zacznijmy więc od początku, czyli od opisu.

Oto on:

W momencie, w którym związek Kościoła i państwa wydaje się nierozerwalny, a władza organów kościelnych próbuje wpłynąć na funkcjonowanie świeckich instytucji oraz na decyzje jednostek, twórcy spektaklu sprawdzają, czy opór wobec tych mechanizmów jest jeszcze możliwy. Na ile katolicka moralność przenika podejmowane przez nas decyzje? Jak wpływa na światopogląd osób, które deklarują niezależność od Kościoła, a jakie konsekwencje posiada dla tych, którzy uważają się za katolików? A przede wszystkim: na ile sztuka współczesna jest zdeterminowana przez religijną cenzurę, autocenzurę i unikanie zarzutu o „obrazę uczuć religijnych”?

Spektakl Klątwa wykorzystuje motywy z dramatu Wyspiańskiego do stworzenia wielowątkowego krajobrazu współczesnej religijności i areligijności. W ramach teatru, rządzącego się własną hierarchią oraz często wykorzystującego mechanizm podporządkowania i upokorzenia, twórcy zastanawiają się, czy wyzbycie się lęku przed władzą, a nawet samej władzy, znajduje się w zakresie ich możliwości. Oliver Frljić, uznany chorwacki reżyser i dramatopisarz, to przedstawiciel europejskiego teatru krytycznego, który poddaje odważnej dyskusji skomplikowane kwestie społeczno-polityczne. Polskiej publiczności znany jest z pokazów spektakli podczas Festiwali Dialog oraz Kontakt. Teatr Powszechny w 2015 roku w ramach bloku tematycznego Krzyczcie! Prezentował jego spektakl Przeklęty niech będzie zdrajca swej ojczyzny.

Spektakl przeznaczony tylko dla widzów dorosłych. Zawiera sceny odnoszące się do zachowań seksualnych i przemocy, a także tematyki religijnej, które pomimo ich satyrycznego charakteru mogą być uznane za kontrowersyjne. Wszelkie sceny przedstawione w spektaklu są odzwierciedleniem wyłącznie wizji artystycznej.

Podejrzewam, że już samo przeczytanie ze zrozumieniem opisu sztuki, która jest tak mocno krytykowana, zmieniłaby nastawienie wielu malkontentów. Spektakl był od początku swego rodzaju badaniem nie tylko dystansu do tematów religijnych, ale przede wszystkim ukazywał problem wtrącania się kościoła w sprawy, w których nie powinien uczestniczyć. Tym bardziej, jeżeli sam w ten sposób staje się hipokrytą, który wybiela własne brudy. Mam na myśli problem pedofilii. Świetnie ukazuje to film Spotlight, do którego odsyłam z czystym sumieniem.

Oczywiście sposób w jaki podeszli twórcy do problemów poruszanych  na deskach teatru (o których piszą zresztą w oświadczeniu wydanym przez Teatr Powszechny), jest szokujący, wpływa na emocje, porusza. Bo taki ma właśnie być. W dodatku jest to indywidualna sprawa autorów, w jaki sposób i posługując się jakimi metodami poruszać będą pewne kwestie. Należy również przyjąć, że to co dzieje się w teatrze jest czystą fikcją, tak samo jak z filmami fabularnymi. Niosą one pewne przesłanie, jednak stworzony scenariusz nigdy nie oddaje rzeczywistości. Idąc na tego typu sztukę trzeba mieć to na uwadze.

pap-wojciech-zborowski
Foto: PAP/Bartłomiej Zborowski

Front, który się wytworzył po premierze tego spektaklu jest wręcz niewiarygodny. Jedni bronią spektaklu, natomiast większa część wpadła w jakąś niezrozumiałą furię. Strzela nienawiścią i oburzeniem we wszystkie możliwe kierunki, mając nadzieję, że trafią chociażby rykoszetem, któregoś z aktorów, a najlepiej reżysera. Widziałem różne relacje, korzystając z różnych źródeł informacji i osoby wypowiadające się, bardzo często, nie silą się na jakikolwiek obiektywizm, tylko powielają dwunastosekundową relację TVP Info, dodając od siebie jakiś mało istotny komentarz, przekładany co raz wyrazem „skandal”. Inni posuwają się jeszcze dalej, idąc z tym cholernie oburzającym spektaklem do prokuratury. Nikt im tego nie zabroni, jeżeli mają podejrzenia o przestępstwie, jak to mawiają, droga wolna, wolny kraj, wolność słowa i przekonań. Tylko czy przyniesie to jakieś rezultaty? Nie bardzo. Co najwyżej ktoś zsiądzie z karuzeli, a ona i tak będzie kręciła się dalej.

Szczerze mówiąc, wystarczy na chłodno przeanalizować całą sprawę i „stanąć z boku”, żeby zobaczyć jak bardzo ta afera nie ma kompletnie znaczenia. Tym bardziej dziwią mnie osoby, które sterczą pod teatrem w ramach bezsensownego manifestu, który i tak niczego nie zmieni, a jedynie nakręca sprzedaż biletów. To niczego nie udowadnia, oprócz ludzkiej głupoty. Jeżeli nie podoba się mi taki rodzaj spektaklu, to po prostu się na niego nie idę. Jeżeli nie podoba mi się jakiś film, to również nie muszę go oglądać. To jest proste i klarowne. Oszczędza nie tylko nerwy, ale także pieniądze. Na puszkę farby na transparent, a co najważniejsze – czas. Jego nie da się kupić, więc dobrze przemyślcie na co chcecie go tracić i czy warto stać pod Teatrem z marnej jakości transparentem, niby dla wyższej sprawy.

fot-warszawa-wyborcza-pl
Foto: warszawa.wyborcza.pl

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *