Garść niedzielnych ekranizacji

dnia

Nie ma się co oszukiwać, że w niedzielę liczycie na ambitne teksty. Nie ma się też co oszukiwać, że w niedziele takie teksty pisze się przyjemnie. Więc dziś będzie szybko, łatwo i przyjemnie. Pomyślałam sobie, że na taki jesienny dzień leniucha najlepsze są filmy. A skoro moja działka to książki cóż lepszego niż kilka ekranizacji? Może nie będą to najlepsze dzieła kinematografii, ale na pewno moje ulubione.

Władca Pierścieni
Legolas/ antyradio.pl

Nie wiem czy tu trzeba cokolwiek dodawać. Bardzo nie lubię używać słowa „epicki”, bo wydaje mi się okropnie nijakie, ale trudno znaleźć zastępstwo w tym przypadku. Wszystko w tej ekranizacji jest na swoim miejscu – muzyka, krajobrazy, stroje. I bohaterowie, których znamy i lubimy. Dla mnie to taki powrót do domu, pomimo tego, że wiele z fabuły książek wycięto i zmieniono. Kto z Was nie chciał być Aragornem albo Legolasem po obejrzeniu trylogii, niech pierwszy rzuci kamieniem.

Fight Club
Narrator i Tyler Durden/ bttm.co.uk

David Fincher wziął na warsztat debiut Chucka Palahniuka, zaangażował Brada Pitta i Edwarda Nortona i stworzył dzieło kultowe. Mam wrażenie, że wiele osób nie zdaje sobie nawet sprawy, że przed filmem istniała książka. Książka o tyle trudna do zekranizowania, że Palahniuk nie uważa fabuły za najważniejszą, nie rozwój wypadków jest kluczowy, a postać i jej przeżycia. Fincher poradził sobie z tym wspaniale i dał popkulturze trzymającą w napięciu perełkę.

Skazani na Shawshank
Red i Andy/ewelina2996.blogspot.com

Gdzieś już pisałam, że z Kingiem się nie rozumiemy, co nie zmienia faktu, że jest to pisarz zdolny i płodny jak mało kto współcześnie. Więc nie ma co się dziwić, że tak wiele jego książek zostało zekranizowanych, ba! ciągle do kin wchodzą nowe, bazowane na jego twórczości. Ja się zatrzymałam w okolicach „Skazanych…”, których uwielbiam. Mam podejrzenia dlaczego tak bardzo podoba mi się ten film – bo tak bardzo różni się od opowiadania Kinga i… no cóż, film jest po prostu lepszy.

Pręgi
Tania i Wojciech/tvp.pl

To nie jest tak naprawdę film lekki. Ani miły. A już na pewno nie jest przyjemny. Ale jest cholernie dobry. Materiałem źródłowym był „Gnój” Kuczoka, który sam w sobie jest okrutnie ciężką lekturą. Pamiętam, że chodziłam po przeczytaniu jak struta, a że miałam może z piętnaście lat to myślę, że wszystko było… bardziej. Film, do którego Magdalena Piekorz zaangażowała Michała Żebrowskiego jest tak samo ciężkim kalibrem, ale polecam z całego serca. Trochę się już zestarzał (2004 rok), ale nadal wart jest Waszego czasu.

Ogniem i Mieczem
Skrzetuski,Zagłoba,Wołodyjowski i Podbipięta/filmweb.pl

Teraz proszę bez śmiechów, ale ja po prostu kocham się w Skrzetuskim. Nic na to nie poradzę. Nic nie poradzę na to, że śmierć Podbipięty wciąż mnie wzrusza, że obrona Zbaraża wciąż robi na mnie wrażenie. Sienkiewicz mnie tak nie porwał, nie czułam takiego przywiązania do postaci, ale film? Och! To moje guilty pleasure. Ilekroć zostaję sama i potrzebuję me time, włączam sobie ten film, nalewam wina i od razu mi lepiej. Bardzo życzyłabym sobie więcej takich ekranizacji. Czy jest to najlepiej zaadoptowana polska lektura? Ma Żebrowskiego, więc głupio mówić, że nie.

Duma i uprzedzenie
Mr. Darcy i Elizabeth Bennet/ filmweb.pl

I od razu mówię, że mam na myśli wersję z Keirą Knightley z 2005 roku, nie serial sprzed ponad dwudziestu lat (!!). Kocham się trochę w Keirze, w sposobie jak gra panny z różnych epok – „Pokuta” czy „Księżna”. Poza tym, uwielbiam oryginał, uwielbiam to co Austien stworzyła, jak pokazała skomplikowany świat edwardiański, podziały klasowe i problemy kobiet. I Joe Wright (reżyser) też się chyba trochę z Keirze podkochuje, bo przecież grała u niego i w „Pokucie”, i w „Annie Kareninie”. Pięknie tam jest. Och! i jaka Rosamund Pike jest tam cudowna! To jest jedna z ładniejszych ekranizacji na tej liście.

Prawda jest taka, że jest dużo więcej moich ulubionych ekranizacji, których nie ma na krótkiej liście. Nie napisałam nic o pierwszej filmowej części Narnii, nie napisałam o Prestiżu, Notatniku czy Harrym Potterze. Nie dlatego, że lubię je mniej, ale pomyślałam, że warto napisać o ulubionych w danym gatunku, inaczej notka miałabym długość nie do przyswojenia w niedzielę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *