Wojna o Planeta Małp – małe, wielkie zwieńczenie

Wojna o Planetę Małp jest ostatnią częścią nowej trylogii Planeta Małp. Wbrew tytułowi, niewielu tu scen batalistycznych, ale emocji nie brakuje.

Geneza Planety Małp i Ewolucja Planety Małp opowiadały o początkach powstawania tytułowej Planety Małp. Obserwowaliśmy jak wirus stworzony przez naukowców dziesiątkował ludzkość i podnosił inteligencję małp. Bohaterem trylogii jest szympans-Cezar (Andy Serkis), przywódca inteligentnych człekokształtnych. Od  wielu lat małpy odpierają ataki ludzi, którzy uważają je za wielkie zagrożenie i próbują za wszelką cenę wyeliminować. Główny bohater stoi przed dylematem – czy dokonać zemsty na ludziach za śmierć najbliższych, czy zaprowadzić swój lud do nowej, bezpieczniejszej kryjówki.

Foto: IMDb

Nowa trylogia obrała sobie za zadanie odświeżenie konceptu Planety Małp – opowiedzieć raz jeszcze jak to małpy przejęły władzę nad światem, a ludzie stali się ich zwierzyną. Próbowano pokazać ten (jakby nie było) groteskowy koncept w jak najbardziej poważnym i realistycznym świetle. Trylogia pokazuje jak Cezar doszedł do władzy i walczył o swoją pozycję – opowiada niebanalną  historię czerpiącą wiele inspiracji z historycznych wydarzeń o rewolucji, upadków wielkich cywilizacji, a nawet z dramatu szekspirowskiego. Seria zawsze stanowiła inteligentną krytykę człowieka – pokazywała jakie ma wady, jak bardzo potrafi być nienawistny, groźny i próżny.

Cezar przeszedł długą drogę – od inteligentnego zwierzaczka domowego, przez wyzwoliciela, po przywódcę i ostatnią nadzieję małp. Wojna o Planetę Małp pokazuje kolejny etap w życiu bohatera, tym razem odkryje on swoją mroczniejszą stronę, będzie musiał podejmować decyzje od których zależeć będą losy małpiej cywilizacji. Jest w tym filmie coraz bardziej skonfliktowany, przekonuje się jak bardzo jest podobny do swoich największych wrogów.

Twórcą filmu był Matt Reeves, odpowiedzialny również za poprzednią część. Podobnie jak w Ewolucji Planety Małp, stosuje tutaj zabiegi narracyjne bardziej kojarzone z kinem artystycznym, niż blockbusterami. Montaż jest bardzo spokojny, daje dużo czasu na wybrzmienie scenom. Nie opowiada swojej historii dialogami, scenami akcji, ale obrazami. Tutaj liczą się bohaterowie, ich psychologia, zachowanie, wymiana spojrzeń i gestów, a to wszystko w pięknych, surowych zdjęciach Michaela Seresin i z wzruszającą muzyką Michaela Giacchino. Niewiele tu dialogów, połowa z nich jest w języku migowym co daje nam niespotykaną w blockbusterach ciszę. Film nigdy się z niczym nie śpieszy, jest subtelny w środkach. O wszelkie emocjach bohaterów dowiadujemy się z ich mimiki, zachowania, a nie ekspozycji. Reżyser wykreował świetny, surowy, przejmujący klimat postapo, widać jego dbałość o detale – jak rozwija się kultura małp i ludzi, jak zmienia się otoczenie, wygląd i postępowanie postaci.

Foto: IMDb

W Wojnie o Planetę Małp protagonistą jest wyłącznie Cezar i jego towarzysze, czyli postacie wygenerowane komputerowo. Nie ma tutaj żadnych, pierwszoplanowych ludzkich bohaterów, nikogo w formie łącznika między światem filmu a widzami. To odważne posunięcie, unikatowe. Film mógł na tym polec, ale Matt Reeves nad wszystkim panował. Śledzimy losy bohaterów, których zdążyliśmy dobrze poznać w dwóch poprzednich częściach. Znamy ich charaktery, motywacje, drogę jaką przeszli – rozumiemy te postacie i sympatyzujemy się z nimi. Ważne w tym momencie są efekty, dzięki którym moglibyśmy uwierzyć w istnienie inteligentnych małp.

Motion capture stoi tu na doskonałym poziomie. Małpy wyglądają wręcz fotorealistycznie, widać dokładnie każdą zmarszczkę, każdy pojedynczy włos, każdą reakcję na ich twarzy, a ciała idealnie współgrają z otoczeniem. Wiarygodni człekokształtni to nie tylko zasługa grafików komputerowych, ale przede wszystkim aktorów. Andy Serkis ponownie pokazuje, że w motion capture można stworzyć rewelacyjną kreację. Aktor idealnie swoją mimiką, ruchem ciała i głosem oddaje wszelkie emocje które targają Cezara. Reszta obsady też bardzo dobrze się spisała – każdy posiada specyficzny sposób gestykulacji, porozumiewania się, własną mimikę. Bohaterowie są różnorodni, bez problemu możemy odróżnić jednego szympansa, od drugiego. W żadnym innym filmie aktorskim nie udało się tak uczłowieczyć postaci wygenerowanych komputerowo.

Foto: IMDb

Wojna o Planetę Małp wbrew pozorom nie opowiada o scenach batalistycznych, tylko o fatalnych skutkach wojny. Tutaj wszyscy są zmęczeni konfliktem, każda postać jest tragiczna, posiada smutną przeszłość. Niewiele tu scen akcji (chociaż te zrealizowane spektakularnie), ale emocji nie brakuje. Czuć tutaj powagę sytuacji, zniszczenia jakie dokonała wojna, oraz zbliżającą się zagładę. Przejmujemy się losem bohaterów, chcemy im kibicować, chociaż zdajemy sobie sprawę, że historia nie może do końca skończy się happy endem (w końcu tytuł brzmi Planeta Małp). Trzyma w napięciu, dramaty postaci są autentycznie poruszające, a patos jest odpowiednio stosowany.

Zdawało by się, że film opowiada banalną historię o „dobrych małpach” walczących z „złymi ludźmi” – w końcu antagonistą jest człowiek, Pułkownik grany przez Woodyego Harrelsona (postać mocno inspirująca się Kurtzem z Czasu Apokalipsy). Nic bardziej mylnego. Pułkownik nie jest typowym złoczyńcą, bardziej zdesperowanym człowiekiem który dla ratowania ludzkości, jest gotów wiele poświęcić. W tym konflikcie trudno o dobrych i złych, żadne rozwiązanie nie przyniesie pełnej satysfakcji. Większość małp wcale nie chce walczyć z ludźmi, pragnie jedynie żyć i znaleźć własne miejsce na Ziemi. Tutaj ludzie częściej sami wzajemnie się zabijają i prowadzą między sobą wojnę. Z punktu widzenia małp poznajemy naturę ludzi, jak bardzo pyszni i skonfliktowani są ze sobą – co bardzo współgra z przesłaniem oryginalnej Planetą Małp z 1968 roku.

Wojna o Planetę Małp to świetne zwieńczenie trylogii. To inteligentne podejście do kina rozrywkowego z niesamowitą narracją, grą aktorską, niebanalną fabułą i komentarzem. Stoi na najwyższym poziomie, zarówno technicznie, jak i dramaturgicznie. Chociaż jest to najmroczniejsza część, posiada o dziwo najwięcej humoru (w postaci Złej Małpy granej przez Stevea Zahn), co dobrze rozluźnia gęstą atmosferę. Scenariusz posiada parę skrótów fabularnych i deus ex machin, ale nie są to tak duże problemy scenariuszowe co w przeciętnych popkorniakach. To rewelacyjny blockbuster, najlepszy w tym roku.

Ocena: 9/10

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *