20 najlepszych filmów 2018 roku

Jak co roku tradycji stało się zadość. Wybieramy top 20 najlepszych filmów, które w tym roku miały premierę w polskich kinach, lub udostępniono je na Netflixie i innych platformach streamingowych. Zapraszamy do lektury!

20. Spider-Man Uniwersum: Oczy mainstreamu skupione są na kinowym Uniwersum Marvela i jego (rzekomego) rywala w postaci Uniwersum DC. Fani komiksów najwięcej dyskutowali o Avengers: Wojnie bez Granic, Czarnej Panterze i Aquamanie, ale najlepszy film z superhero tego roku (oraz ostatnich lat) wyszedł ze studia Sony. Spider-Man Uniwersum to prawdziwy powiew świeżości w świecie trykociarzy. Żaden inny film dosłownie i z taką gracją nie przenosił estetyki komiksu na duży ekran. Żaden inny film nie łączył jednocześnie tak szalonych wątków z kart komiksów z tyloma poważnymi ludzkimi problemami. To zarówno fantastyczne kino rozrywkowe, piękne widowisko w niespotykanej stylistyce, jak i angażująca historia szukania tożsamości i dojrzewania. Najlepsza adaptacja Spider-Mana, a jednocześnie film superbohaterski i animowany tego roku. (Michał)

Przeczytaj recenzję

FOTO: IMDb

19. Good Time: Ten film już na papierze przypadł mi do gustu. Bracia Safdie wykorzystują znaną już (i, powiedzmy szczerze, powoli oklepaną) stylistykę postdrive’owską nie po to, aby cieszyć nasze oko i ucho synthpopowymi uciechami. Braciom chodzi tutaj o relacje międzyludzkie – zwłaszcza te rodzinne. Wyszedł z tego brudny obraz, hołdujący Mannowi i Carpenterowi ze świetnym Robertem Pattinsonem. Troszkę się to rozmywa w połowie, ale finałowa scena jest na tyle elektryzująca, abym mógł na długo zapamiętać ten film i z niecierpliwością oczekiwał nowego filmu zdolnego rodzeństwa. (Tomek)

18. Wieża. Jasny dzień: Debiutantka z zapleczem w sztukach plastycznych zaskoczyła nas jednym z największych powiewów świeżości w polskim kinie ostatnich lat. O bogactwie jego symboliki i mnogości potencjalnych znaczeń mogliśmy rozmyślać i dyskutować jeszcze długie miesiące. Do tego dochodzi mistrzowskie opanowanie języka kina, bezbłędne aktorstwo i niezwykle dopieszczona strona estetyczna. (Dawid)

Przeczytaj recenzję

 

FOTO: IMDb

17. Pierwszy człowiek: Damien Chazelle postanowił spróbować swoich sił w filmie, którego tematyka nie jest związana z muzyką. Jako odskocznię wziął na warsztat jedną z największych kart z historii USA. Twórca La La Land może i pudłuje w tym filmie i nie do końca potrafi udźwignąć dramat postaci Armstronga, ale doskonała warstwa techniczna i ekspresyjna Claire Foy na drugim planie ratuje ten film. (Tomek)

Przeczytaj recenzję

16. Anihilacja: Netflix dystrybuował masę rozczarowujących produkcji, ale wystarczy kilka perełek, aby to wynagrodzić – jednym z nich jest Anihilacja. Alex Garland, podobnie jak w Ex Machinie, odwołuje się do klasyki kina i literatury science fiction. To adaptacja uznanej powieści Jeffa VanderMeera, ale film też cytuje Stalkera (zarówno Tarkowskiego, jak i braci Strugackich) oraz twórczość Stanleya Kubricka. To hipnotyzująca na wielu płaszczyznach podróż, podczas której odkrywamy nie tylko tajemnice Strefy X, ale także tajemnicę życia… a może raczej śmierci. Anihilacja to przypowieść o nieustannym procesie wszechobecnego tworzenia, niszczenia i przetwarzania. To film, który jednocześnie pod lupę bierze cały świat oraz życie osobiste głównej bohaterki. To dzieło zarówno epickie, jak i kameralne, pełne życia i śmierci, mroczne i kolorowe. Alex Garland za wszelką cenę próbował wypuścić swoje dzieło na ekrany kin i trudno się dziwić, bo od strony audiowizualnej to małe dzieło sztuki, zachwycające bogatą paletą barw, niespotykanym designem, otoczeniami, psychodeliczną muzyką oraz efektami audiowizualnymi. (Michał)

Przeczytaj recenzję

15. Tajemnice Silver Lake: Już swoim poprzednim filmem David Robert Mitchell potwierdził, że zna, rozumie i bawi się kinem gatunkowym jak mało kto. Tym razem przenicował w błyskotliwy pastisz tradycję kina noir. I podobnie jak w Coś za mną chodzi nie poprzestał jedynie na postmodernistycznej zabawie polegającej na układaniu porozrzucanych klocków cytatów i odniesień do kultury popularnej. W Tajemnicach Silver Lake reżyser poszedł nawet o krok dalej, sam postmodernizm czyniąc jednym z głównych tematów filmu! Tajemnice Siver Lake jest filmem o poszukiwaniu sensu w bezsensie, życia w marazmie i wyższego porządku w chaotycznej kulturze nadmiaru. W filmie śledzimy losy Sama (w tej roli Andrew Garfield) – „młodego dorosłego” w wieku chrystusowym, który na co dzień zajmuje się szeroko pojętym nicnierobieniem. Nie ma stałej pracy, żadnych zobowiązań (poza wiecznie nieopłaconym czynszem) ani większych zmartwień. W końcu natrafia na trop kryminalnej zagadki, która z czasem urasta na rangi do „nie do ogarnięcia” globalnego spisku wymierzonego przeciwko(?) konsumentom popkultury, czyli wszystkim. Jeżeli jesteś w takiej pracy, że nie stać Cię na nieskrępowaną konsumpcję, jest to film dla Ciebie. Jeżeli kochasz komiksy i gry video, których stosy zalegają w kątach mieszkania Twoich rodziców (bo przecież nie stać Cię na własne), jest to film dla Ciebie. Jeżeli lubisz od czasu do czasu posmarować swój chleb awokado, a nawet po kryjomu 420, jest to film dla Ciebie. Przecież Tajemnice Silver Lake jest filmem, który nakręciłby sam Hitchcock, gdyby był geekiem i popalał trawkę. (Adam)

FOTO: IMDb

14. Mission Impossible Fallout: Mam duży problem z tą serią. Kiedy oglądam Cruise’a bawiącego się na planie w kaskadera, myślę sobie, że marnuje się jeden z większych niewykorzystanych talentów w amerykańskim kinie. Jak ktoś nie wierzy w jego umiejętności, to odsyłam do: Magnolii, Oczu szeroko zamkniętych lub też Urodzonego 4 lipca. Z drugiej strony Mission Impossible to istne oczko w głowie Cruise’a i to widać na każdym kroku w najnowszej odsłonie sagi przygód Ethana Hunta. Jest szybko, dynamicznie, zaskakująco i spektakularnie. Nie ma tutaj minuty wytchnienia. Zwroty akcji tasują się tak szybko, że łapiesz się na pytaniach: kto, z kim i dlaczego. Seria Mission Impossible obecnie niszczy poziomem bondowskie popłuczyny. Cieszę się, że duet Tom Cruise i Cristopher McQuirre kręci dzisiaj najlepsze kino akcji. Czekam z niecierpliwością na kontynuację Top Guna i stwierdzam, że jak już boski Tom ma marnować swoją karierę, to tylko w taki sposób. (Tomek)

Przeczytaj recenzję

FOTO: IMDb

13. Disaster Artist: Hollywood kocha american dream, a które z nich jest równie oryginalne jak historia Tommy’ego Wiseau i Grega Sestera? Disaster Artist jest jednocześnie zabawną historią kulis powstawania The Room, a także przejmującym dramatem o przyjaźni i spełnianiu marzeń. James Franco (jako reżyser i odtwórca głównej roli) zastosował najlepsze możliwe podejście do biograficznego filmu – wiernie przeniósł specyficzny charakter bohatera, ukazując zarówno jego najgorsze, jak i najlepsze cechy. Wiseau w jego wykonaniu jest fantastyczny; to postać bardzo zniuansowana i intrygująca. Wyśmienicie prezentuje się także reszta obsady, z Dave’em Franco w roli Grega Sestera na czele. Film dostarcza masę niewymuszonego humoru, pozytywnej energii, wzrusza i głosi wspaniałe wartości, które powinny przyświecać każdemu artyście – nie przejmuj się jakąkolwiek opinią i po prostu realizuj swoją pasję. Brakowało takiego biopicu od czasu Eda Wooda. (Michał)

Przeczytaj recenzję

12. Lady Bird: Szaleńcze projekty Linklatera kreowania sentymentalnych podróży o wieloletnim bagażu to jedno, ale prawdziwą sztuką okazuje się to, co zrobiła debiutująca jako reżyserka Greta Gerwig: w tak skromnej, pozbawionej dramatycznych fajerwerków historii uderzyła w tyle emocjonalnych strun, dotykających każdego, kto był kiedyś młody. Centralna relacja matki i córki, wspierana popisowymi rolami aktorek to jedna z najautentyczniejszych, jakie poznaliśmy w kinie inicjacyjnym kiedykolwiek. (Dawid)

Przeczytaj recenzję

FOTO: IMDb

11. Climax: Climax jest tym najbardziej chwalebnym dzieckiem reżysera Gaspara Noego. To właśnie ten film pozwolił zdobyć mu uznanie nie tylko wśród jego niszowego fanklubu. Krytycy również w końcu spojrzeli na niego nieco bardziej optymistycznym okiem. I słusznie, dlatego że Climax jest niezwykłym doświadczeniem kinowym. Ten taneczny horror posiada w sobie ogromną energię, którą odczuwa się w każdej minucie seansu. Noe sprawnie prowadzi widzów za rękę do samego piekła, serwując po drodze świetne sceny taneczne, niepokojącą i coraz bardziej mroczną atmosferę i niezwykle zapierające zdarzenia śledzone z pływającej po planie kamery. Film utrzyma nas z zaciekawieniem do ostatniej chwili. (Aleksander)

Przeczytaj recenzję

10. Suspiria: Najlepsze remake’i to te, w których autor zamiast kopiować pierwowzór, wolał stworzyć swoją własną interpretację. Tak właśnie było w przypadku Luci Guadganina i jego Suspirii. W przeciwieństwie do filmu Daria Argenta to coś więcej niż piękny spektakl – to równie urzekający obraz kobiecości, społeczeństwa i macierzyństwa. To dzieło wyjątkowo wymagające, tajemnicze, pełne niedomówień i otwartego pola do interpretacji. Urzeka swoim warsztatem, atmosferą, niesamowitą muzyką Thoma Yorke’a oraz obsadą z fantastyczną (potrójną!) rolą Tildy Swinton. Nie było jeszcze równie romantycznego horroru. (Michał)

Przeczytaj recenzję

9. Trzy billboardy za Ebbing, Missouri: Dla sporej części widzów i krytyków był to najlepszy film 2017 roku i największy oscarowy pewniak. Chociaż Trzy billboardy za Ebbing, Missouri wygrały „tylko” nagrodę (bardzo zasłużoną) za najlepszą aktorkę pierwszoplanową i aktora drugoplanowego w żadnym stopniu nie odejmuje to jakości samego filmu. To świetne klimatyczne połączenie dramatu, thrillera i czarnej komedii. Film pełen wisielczego poczucia humoru z elementami kina zemsty, z bohaterką tak twardą, że sam Clint Eastwood wygląda przy niej jak harcerzyk. Przede wszystkim jest to dojrzała, inteligentna i pełna pokładu człowieczeństwa historia radzenia sobie z traumą, odkupienia i szukania sprawiedliwości. To właśnie ten emocjonalny wymiar stanowi największą siłę dzieła Martina McDonagha. (Michał)

Przeczytaj recenzję

FOTO: IMDb

8. Czarne bractwo. BlacKkKlansman: Dzieło, które powinno stać na jednej półce obok To Pimp a Butterfly Kendricka Lamara i Atlanty Donalda Glovera jako przedstawiciel największych osiągnięć artystycznych pokolenia post-Black Lives Matter (sorry, Czarna Pantero), łącząc niezwykle atrakcyjną formę z potężną społeczną siłą oddziaływania. Spike Lee wraca z mocnym uderzeniem i pokazuje, że jego głos w kinie jest nadal samo ważny jak za czasów Rób, co należy. (Dawid)

Przeczytaj recenzję 

FOTO: IMDb

7. Dziedzictwo. Hereditary: Dziedzictwo… to film prawie arcydzieło, który jest idealnym zwieńczeniem tego, co się dzieje w niezależnym horrorze od kilku lat i udowadnia, że jest to obecnie najciekawszy gatunek filmowy. Aster w tym filmie zawiera wiele, ale nigdy się nie myli. Z kina wyszedłem nader usatysfakcjonowany. Zarówno od strony budowy postaci, dramatu obyczajowego, aktorstwa (Oscar dla Collette!), dialogu z klasyką, jak i (co najważniejsze) od strony horroru. Proszę mi wybaczyć, ale bałem się jak sukinsyn. (Tomek)

Przeczytaj recenzję

6. Tamte dni, tamte noce: Guadagnino w swoim najlepszym jak dotąd filmie zawarł obraz lata idealnego. Ten film to po prostu ciepło wypalone na taśmie filmowej, które zabiera nas do świata nieco naiwnego, pozbawionego zła, ale jakże uroczego. Po wakacjach jednak przychodzi zima, a wtedy Surfjan Stevens leczy złamane serca. (Tomek)

Przeczytaj recenzję

FOTOL IMDb

5. Zimna wojna: Dwa serduszka, cztery oczy. Dokładnie tyle ma Paweł Pawlikowski – czuje i widzi więcej. W swojej Zimnej Wojnie opowiada historię dwojga ludzi napędzanych autodestrukcyjną miłością, która na jałowej ziemi nie ma szans zakiełkować. Reżyser umiejętnie zderza ze sobą perspektywy: osobistą i polityczno-społeczną. Najnowsze dzieło Pawlikowskiego wydaje się być obrazem wyjętym z epoki filmowego modernizmu; autorską manifestacją osobowości twórcy. Nie przeszkadza to reżyserowi koncentrować swojej historii wokół bohaterów i patrzeć na nich z wielką empatią podczas zmagań kierowanych drżeniem serca we wczesnopeerelowskiej zawierusze. „Jesteś, pan, geniusz, zrobiłeś, Pan, z takiego czegoś takie COŚ!”. (Adam)

Przeczytaj recenzję

4. Niemiłość: Andriej Zwiagincew zdaje się posiadać klucz do rosyjskiej duszy. Zaginięcie nastoletniego Aloszy, przez nikogo nieobdarowanego miłością chłopca, mówi o doskwierającym braku. Wzorem Przygody Antonioniego zniknięcie Aloszy ma, jak w zwierciadle, pokazać przede wszystkim reakcję najbliższego otoczenia na pozostawione puste miejsce. Oglądamy zatem dobrze sytuowane młode małżeństwo w stanie połowicznego rozpadu, próbujące układać życie na nowo, z nowymi partnerami, na zgliszczach wzajemnych żalów i pretensji. Tytułowa niemiłość jest opłakana w skutkach nie tylko dla Aloszy. Brak chłopca posłużył również reżyserowi za pryzmat, którego wiązki – po przejściu przez precyzyjnie skonstruowaną soczewkę metaforyczno-symboliczną – skupiają się na upadku moralnym putinowskiej Rosji, instytucjonalnym rozpadzie rodziny oraz towarzyszącej im atrofii uczuć. (Adam)

3. Nigdy Cię tu nie było: Miksując w doskonałych proporcjach schraderowskie popowe psychologizmy Taksówkarza, metodyczną precyzję Samuraja Melville’a i refnowskie estetyczne wolty Drive’a, Lynne Ramsay stworzyła kryminał introspektywny idealny. Odmawiając widzowi ludycznej satysfakcji z ekranowej przemocy, film staje się wrażliwą wiwisekcją traumy i łaknienia emocjonalnej intymności w ramach atrakcyjnego, zgrabnie lawirującego wokół klisz gatunkowca. (Dawid)

Przeczytaj recenzję

2. Roma: Odkąd wiadomym było, że na czele komisji tegorocznego konkursu w Wenecji zasiądzie Guillermo del Toro, można się było spodziewać, że Roma Alfonso Cuaróna (rodak Guillerma) będzie miał łatwiejszą drogę po najważniejsze laury. Jednak nikt nie oczekiwał filmu tak różniącego się od filmografii twórcy Kształtu wody i od Cuaróna, który również miał już w swoim dorobku wielkie hollywoodzkie produkcje. Wolta w twórczości jest tym bardziej wyraźna, że Romę można śmiało zaliczyć do nurtu slow cinema zarówno pod względem estetycznym, jak i narracyjnym, czyli dokładnie na filmowych antypodach Grawitacji. Z kolei onieśmielający splot estetyki (spektakularne czarno-białe zdjęcia) i etyki odsyła Romę do tradycji włoskiego neorealizmu. Cuarón w Romie opowiedział osobistą historię osadzoną w czasach polityczno-społecznej zawieruchy w Meksyku, w którym przyszło mu dorastać. Stworzył intymny portret namalowany ze swoich wspomnień, bez popadania w pułapkę sentymentalizmu i nostalgii, co samo w sobie jest już sporym wyczynem. W swojej opowieści z empatią pochylił się nad losami kobiety indiańskiego pochodzenia, ciemiężoną rolą służki w dobrze sytuowanej rodzinie. Trudno pisać o Romie bez egzaltacji i doniosłych słów. Cuarónowi udało się stworzyć namacalny filmowy świat tętniący humanizmem. Symboliczne, acz całkiem prawdziwe strajki studentów stają się w nim zarzewiem z marzeniem o trzęsieniu ziemi, które zniszczy fundamenty hierarchicznego społeczeństwa. Tąpnięciu, które zburzy mury rasowych uprzedzeń. Wielkiej fali, która (używając neoliberalnej metafory) uniesie wszystkie łódki, nawet te najskromniejsze. Nastrój skończonego arcydzieła znakomicie ilustruje muzyka podłożona w zwiastunie do filmu. Jest nią cover do The Great Gig in the Sky Pink Floyd, który żywo przywołuje utopijne marzenie o ponadklasowym społeczeństwie, w którym wszyscy ludzie balują w niebie, tutaj na Ziemi. Viva la égalité! (Adam)

Przeczytaj recenzję

FOTO: IMDb

1. Nić widmo: Ci, którzy po ostatnich dwóch projektach zwątpili w iskrę demiurga Paula Thomasa Andersona, musieli po Nici widmo pokornie wybić mea culpa. Po raz kolejny Amerykanin nakręcił film wirtuozerski, dialogujący ze wszystkim, od wariacji mitu Pigmaliona, harlequinów, przez Hitchcocka i Polańskiego, po twórczość Josepha Loseya, pozostając przy tym kinem autorskim i zbawiennie świeżym. Poprzez szalenie toksyczny romans i dekonstrukcję uprzedmiotawiającego archetypu muzy reżyser pokazał nam uniwersalne prawdy o relacjach. O tym, jak mężczyźni zawsze próbują zmieniać kobiety i vice versa, jak każda para znajduje swój unikalny, osiągnięty w pocie czoła, sposób na koegzystowanie. (Dawid).

Przeczytaj recenzję

FOTO: IMDb

One Comment Add yours

  1. Paweł pisze:

    Na 1. miejscu umieściłbym Niemiłość. Inna sprawa, że nie widziałem większości filmów z powyższego topu. W mojej ocenie jednak to Zwiagincew pozostaje czołowym autorem europejskiego kina artystycznego (i, jeśli spojrzeć przez pryzmat Europy, jest poniekąd prawie najwyżej zestawioną pozycją filmową ze Starego Kontynentu). A ostatnie jego dzieło przebija według mnie poprzednie dokonania, mam na myśli Lewiatana i Elenę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *