100 płyt, które powinieneś… część III

dnia

100 płyt które powinieneś posłuchać przed śmiercią. Część III

Kate Bush-Hounds of Love(1985)

https://www.youtube.com/watch?v=wp43OdtAAkM

Matka Bjork i w sumie całej symbolicznej alternatywy w muzyce Pop. Niby muzyka dla „wybranych”, posiadających nieprzeciętny słuch, ale jednocześnie cholernie zaraźliwa płyta, sprowadzajaca się przede wszystkim do absolutnych wymiataczy, które są skrzętnie poukrywane pod indeksami piosenek. Bo o piosenki tutaj chodzi najbardziej.

The Smiths-The Queen is Dead(1986)

https://www.youtube.com/watch?v=n-cD4oLk_D0

Błędnie mówi się o nich że wymyślili ideę smutku w gitarowej muzyce. Błąd. Po pierwsze teksty Morrissey’a o tyradzie ze smutkiem to podszyte grubą ironią(„Some Girls Are Bigger Than Others”) wierszyki. Tutaj największym bohaterem był Johnny Marr, który sypał genialnymi hookami jak z rękawa tworząc album-pomnik. Biblię dla wszystkich Indie chłopców i smutasów na pokaz.

XTC-Skylarking(1986)

https://www.youtube.com/watch?v=hk41Gbjljfo

Andy Partridge- czyli najbardziej niedoceniony człowiek w historii muzyki na najlepszym albumie XTC tworzy własne „Pet Sounds”. Opętany demonem perfekcji nagrywa album o dorastaniu, rozczarowaniach, miłości, śmierci, o życiu. Osiąga też dźwiękową perfekcję komponując intrygujący mariaż dźwięków i motywów. Pastoralne arcydzieło.

Sonic Youth-Daydream Nation(1988)

https://www.youtube.com/watch?v=xvDuATZCY8I

Wciąż nie został właściwie doceniony dorobek tego zespołu. A przecież wszyscy, którzy mieli styczność z dorobkiem tego zespołu, powtarzają jak mantrę: „są królami gitar”. Stwierdzenie to, oznacza wszystko i nic. A fani i dziennikarze wymykają się od dyskusji na temat zespołu Thurstona Moore’a tym krótkim stwierdzeniem. Nie dziwie się. Przepastna dyskografia Sonic Youth wymyka się prostym, jednoznacznym określeniom. Dlatego najlepiej samemu chwycić po „Daydream Nation”. W zasadzie to może być każda inna płyta Sonic Youth. Ta jednakże jest „najbardziej charakterystyczna” dla brzmienia zespołu.

Talk Talk-Spirit of Eden(1988)

https://www.youtube.com/watch?v=hCZnXg0vNs0

Na długo przed „Kid A” pewien zespół z lat 80. po którym nikt by się tego nie spodziewał przeprowadził podobną rewolucje. Uciekając od dobrego, solidnego acz mało nowatorskiego synth popu, na „Spirit of Eden” Talk Talk skierowali się w stronę czegoś unikalnego. Muzyki która wymyka się wszelkim porównaniom . Niektórzy mówią, że dostajemy tutaj pop dla wybranych, dźwiękowy boski kolaż. Nie. Na tej płycie Mark Holis po prostu pisze jedne z najpiękniejszych piosenek w historii muzyki rozrywkowej. Tak samo jak w 1988r. jak i w 2000r. krytycy powinni odstawić wysublimowane terminologie na bok i po prostu wsłuchać się w serce muzyki.

Beastie Boys-Paul’s Boutique(1989)

https://www.youtube.com/watch?v=Naf5uJYGoiU

Zadziwia mnie ewolucja od gównianego, bezczelnego ale i cholernie dobrego debiutu Beastie Boys – „Licensed to Ill” do ich drugiej płyty czyli „Paul’s Boutique”. Pierwsza w historii płyta złożona z sampli to także pomnik amerykańskiej popkultury lat 80. Ilość nawiązań równa się tutaj ilości sampli. Przede wszystkim jednak ta płyta to świadectwo dojrzałości artystycznej trójki z Nowego Jorku, która z przytupem na tej płycie pozbawiła się łatki „One hit Wonder”

The Cure-Disintegration(1989)

https://www.youtube.com/watch?v=ijxk-fgcg7c

„Disintergration”, czy „Pornograhpy”? To porównanie spędza sen z powiek miłośnikom „The Cure”.  Obie płyty są doskonałe i w sumie tutaj w tym przypadku na temat wyższości konkretnego albumu decydują konkretne preferencje słuchacza. Na zasadzie czy ktoś w smutku widzi również piękno i spokój, czy śmierć i ukojenie bólu. Ci pierwsi wybiorą tą płytę. Rozciągniętą, powolną. Momentami Shoogazeową. Piękny jesienno-wiosenny kolaż gitarowego grania.

Pixies-Doolitle(1989)

Klasyk gitarowej rewolucji końca lat 80., który ustawił alternatywną scenę lat 90. do pionu. Po wydaniu „Doolitle” wszyscy chcą być jak Pixies: Nirvana, Radiohead. Nikomu się to nie udaje. Każdy z zespołów, które będą chciały grać jak Pixies będą musiały w końcu zmienić styl. Na podwórku Francisa Blacka rządzi tylko jego zespół.

The Stone Roses-The Stone Roses(1989)

https://www.youtube.com/watch?v=4D2qcbu26gs

The Stone Roses byli dla The Smiths tym kim The Rolling Stones byli dla The Beatles. W tym przypadku jednak rywalizacja między zespołami nie gościła na pierwszych stron gazet, ba w ogóle nie istniała. Po prostu zespół Iana Browna cudownie dopełniał dokonania Morriseya i spółki. Psychodeliczne rockowe brzmienie uderzające gdzieś o echa dokonania Pink Floyd czy Franka Zappy mieszają się u Stone Roses z zaraźliwymi do bólu melodiami pop, które pomimo krótkiego stażu zapewnią im na zawsze miejsce w panteonie gwiazd rocka.

Cocteau Twins-Heaven or Las Vegas(1990)

https://www.youtube.com/watch?v=dtBr5JKSuks

Królowa dream popu ponownie w asyście Robina Guthrie tka senne majaki. Tym razem zbliża się do granicy dzielącej alternatywę i pop. W skrócie: Cocteau Twins nie mieli bardziej chwytliwego zestawu piosenek, niż ten na „Heaven Or Las Vegas”. Nadal trzymając się swoich szkockich, pochmurnych korzeni trio minimalizuje mrok w swojej muzyce oddalając się bardziej w stronę słoneczno-mglistych klimatów. Najlepsza płyta, aby zacząć przygodę z Coteau Twins.

Depeche Mode-Violator(1990)

https://www.youtube.com/watch?v=aGSKrC7dGcY

Singlowy wycieracz. Płyta ograna na milion sposobów. Mimo tego „Violator” jako jedna z niewielu płyt Depeche Mode wciąż potrafi uwieść słuchacza tajemniczością, popową zmysłowością. Czy to agresywne „Policy of Truth”, odurzające „Clean”, sensytywne „World in My Eyes”, czy też w końcu romantyczne „Enjoy the Silence”. Płyta pomnik. Łabędzi śpiew synth popu i samych depeszy, którzy zaczną stopniowo odcinać kupony po tym wydawnictwie.

Fugazi-Repeater(1990)

https://www.youtube.com/watch?v=gzC0RNkBXM0

Fugazi zawsze stało w cieniu. Niezależnie jaki gatunek muzyki rzucisz, dopiero po wymienieniu kilkunastu wykonawców pomyślisz o autorach „Waiting Room”. Szkoda, bo ten zespół miał predyspozycje do zawstydzenia połowy dyskografii Nirvany. Ciężkie granie zawarte na „Repeater”, które jednocześnie jest strasznie przystępne dla niedzielnego słuchacza zapowiada całą dekadę lat 90. Znakomity muzyczny pomost pomiędzy dekadami.

My Bloody Valentine-Loveless(1991)

https://www.youtube.com/watch?v=t0dJqlvOSq4

Jest kilka płyt w tym zestawieniu, które kojarzą się słuchaczom z całą lawiną osobistych wspomnień. Tak jest w przypadku „Loveless”. Trudno tu pisać o muzyce. Poza oczywistościami typu: „Kevin Shields it’s a God”, nie można tutaj napisać nic odkrywczego. Osobisty pomnik legendy Indie zakuty w nośny dysonans piękna i hałasu.

Nirvana-Nevermind(1991)

https://www.youtube.com/watch?v=hTWKbfoikeg

http://www.feelnumb.com/wp-content/uploads/2012/06/kurt_cobain_rifle_in_mouth_gun_photo.jpg

Slint-Spiderland(1991)

https://www.youtube.com/watch?v=6yEgcb167k4

Podróż do piekła i z powrotem opowiedziana w języku post-punkowym. Czwórka nastolatków, pisze na „Spiderland” historie tak ponure i okrutne jakby byli starcami u progu życia. Wszystko ma tutaj formę snu(a raczej koszmaru) z którego wybudzają nas co mocniejsze eksplozje gitarowe i opętane wrzaski wokalisty. Kiedy po finałowym „Good Morning Captain” opada dźwiękowy kurz jesteśmy zamknięci w swoim własnym ciasnym mrocznym umyśle.

Aphex Twin-Selected Ambient Works 85-92(1992)

https://www.youtube.com/watch?v=Q0q1gCsZykg

Bez tej płyty nie ma współczesnej elektroniki. Nie ma okularników dłubiących w FL Studio. Nie ma również połowy współczesnego popu. Aphex po tej płycie już nic nie musiał.

Rage Against The Machine-Rage Against the Machine(1992)

https://www.youtube.com/watch?v=bWXazVhlyxQ

Licealny klasyk, o którym trudno napisać coś odkrywczego. Dzisiaj trochę wstyd się przyznawać, ale podejrzewam że gdyby nie ta płyta to moja miłość do muzyki byłaby uboższa o kilka barw.

Slowdive-Souvlaki(1993)

https://www.youtube.com/watch?v=2INLBsRYVBs

Najlepsze co przydarzyło się Shoegazeowi po „Lovleless”. Slowdive są jeszcze bardziej rozmarzeni niż ich koledzy po fachu z My Bloody Valentine. Na „Souvlaki” pokazują jak dużo piękna i pogodności można wycisną z Budnych, przesterowanych gitar. Antyteza Loveless? Tak, ale tylko miejscami. Obie płyty łączą miłość do słuchacza i świata.

The Smashing Pumpkins-Siamese Dream(1993)

https://www.youtube.com/watch?v=xmUZ6nCFNoU

W dzisiejszych czasach Billy Corgan tak bardzo rozmienił się na drobne, że trudno go podejrzewać o to, że nagrywał w przeszłości albumy tak wybitne jak „Siamese Dream”. Kontra do „Nevermid” oferuje nam odjazd w stronę psychodelicznego rocka, który wprowadza sporo koloru do palety grunge’owego brzmienia powalających dyń. Pomaga również fakt, iż zespół posiada świetnych instrumentalistów. Tutaj składam osobny hołd dla Jimmy’ego Chamberlina, który wnosi do tego albumu subtelną , acz obłędną nutę jazzowego pieprzniecia.

Wu-Tan Clan-Enter the Wu-Tang (36 Chambers)(1993)

https://www.youtube.com/watch?v=PBwAxmrE194

Prostackie, ale i genialne beaty RZA wniosły Hip Hop na nowy poziom. W kombinacji z najlepszym zbiorem MC pod słońcem „Enter the Wu-Tang” stanowi nierozerwalną biblię rapu. Płyta, która do dziś wzbudza w słuchaczu podziw i wszechobecny szacum dla gangu Wu Tang.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *