100 płyt, które powinieneś… część I

dnia

100 płyt, które powinieneś przesłuchać przed śmiercią. Część I

Miles Davis-Kind of Blue(1959)

https://www.youtube.com/watch?v=PoPL7BExSQU

Może i nie jest to najlepsza płyta w dorobku mistrza (tutaj odsyłam do „Bitches Brew”), ale już na pewno najważniejsza. Wynosząca jazz na salony, sprowadzająca ten gatunek do, nie bójmy się tego powiedzieć, piosenkowej formy. Nawet sam mistrz określił, że na „Kind of Blue” najważniejsza jest melodia. Te progresje akordów będą kradli wszyscy, nie tylko jazzmani.

Bob Dylan-Highway 61 Revisited(1965)

https://www.youtube.com/watch?v=4F0ytNzHDj8

Przede wszystkim pierwsza w historii tak drastyczna zmiana stylu przez tak popularnego muzyka. Dylan zamienił akustyka na gitarę elektryczną, a bluse’a na rock’n’rolla. Wkurza przy tym połowę środowiska muzycznego (słynne pierwsze wykonanie „Like a Rolling Stone” i Woody Guthire biegający z siekierą), ale jednocześnie jak na poetę swojej generacji snuje wizję Ameryki powoli zmierzającej ku mrocznym latom 70. Jeden z najważniejszych albumów gitarowych w historii.

The Beach Boys-Pet Sounds(1966)

https://www.youtube.com/watch?v=nZBKFoeDKJo

Pierwszy wybitny  album eksperymentalny w historii. Brian Wilson na skraju zdrowia psychicznego miksuje rocka z disneyowską balladą i odgłosami zwierząt. W efekcie czego tworzy pierwszą symfonię popu. Muzykę tak piękną, że łzy same płyną przy jej słuchaniu. Do dzisiaj po 50. latach od wydania „Pet Sounds” złożoność kompozycji powala.

Leonard Cohen-Songs of Leonard Cohen (1967)

https://www.youtube.com/watch?v=RLq7Aqd_H7g

Do odebrania i zrozumienia wielkości tej płyty należy zaopatrzyć się w „lekturę obowiązkową” w postaci filmu Roberta Altmana „McCabe i Pani Miller”. Inaczej możecie powtórzyć słowa krytyka z „The New York Times”, który w 1968r. pisał, że Cohen pogubił się pomiędzy Dylanem, a Schopenhauerem. Dopiero jak usłyszycie „The Stranger Song” w ilustrowanym śniegiem filmowym arcydziele twórcy „Nashville”. Wtedy zrozumiecie, że Cohen na swoim debiucie nagrał traktat o życiu i śmierci zaklęty w tradycji amerykańskiej ballady dzikiego zachodu, którego potem w swojej karierze już zwyczajnie nie przeskoczył.

The Doors -The Doors (1967)

https://www.youtube.com/watch?v=JSUIQgEVDM4

„Jim Morrison band”, to znaczy „The Doors” na swoim debiucie nie tylko położyli ostatnią deskę do grobu klasycznemu rock’n’rollowi, ale także dali początek psychodelicznemu rockowi. Warto o tym pamiętać, ponieważ debiut The Doorsów jak i dorobek całego zespołu w dzisiejszych czasach równa się magnetyzującej personie Morrisona. Z „Jim Morrison band” oczywiście żartowałem. Dla mnie cichym bohaterem całej dyskografii Amerykanów jest Ray Mazarek i jego progresje klawiszowe.

Jimi Hendrix-Are You Experienced(1967)

https://www.youtube.com/watch?v=_PVjcIO4MT4

Nosisz, lub nosiłeś długie włosy? Lubisz solówki gitarowe trwające dłużej niż 10 sekund? Gardzisz melodią? Znasz na pamięć wszystkie solówki Black Sabbath? Musisz mieć w takim razie debiut Jimmy’ego Hendrixa powieszony nad łóżkiem i modlić się do niego codziennie. Zrozumiałeś? Musisz.

Love-Forever Changes (1967)

https://www.youtube.com/watch?v=KIuiD6eRMCw

Balladowa podszewka tego albumu nie powinna zmylić Waszych uszu. Panowie z Lovie mieli równie dużo do powiedzenia w kwestii psychodelicznego rocka, co zespół poniżej. A że jest to skrzętnie ukryte w post-beatlesowskich, hipisowskich i folkowych mini arcydziełach? To tylko zapewnia żywotność albumowi.

The Velvet Underground-The Velvet Underground & Nico (1967)

https://www.youtube.com/watch?v=0cWzxJvgWc8

Gdyby nie Lou Reed i spółka, słuchalibyśmy do końca świata albo pieśni plantacyjnych, albo Beatlesów i tworów beatlesopodobnych, albo Dylana i tworów Dylanopodobnych. Najważniejszy strumień świadomości zawarty w formie piosenkowej w historii muzyki.

The Kinks-The Kinks Are the Village Green Preservation Society (1968)

https://www.youtube.com/watch?v=e3nvJ2hmaUI

W kategorii pop rocka trudno było w latach 60. rywalizować z gangiem Johna Lennona i Paula McCartney’a, ale kiedy czwórka z Liverpoolu odjechała w kierunku psychodelicznego rocka, wtedy w końcu The Kinks zyskali swoje pięć minut. Ray Davies i jego koledzy zawsze byli w cieniu sławniejszych kolegów, ale ten album udowadnia, że byli cholernie ważni dla sceny muzycznej. Zwłaszcza dla popowych brytyjskich buntowników z lat 90. typu Blur czy też Oasis.

Van Morrison-Astral Weeks (1968)

https://www.youtube.com/watch?v=2QzDWIOUnM0

Zapomniana perła w dyskografii Kanadyjczyka oferuje nam parafrazując tytuł – astralne przeżycia. Typowe Dylanowskie bluese’owe badanie jest tutaj podparte kanadyjskim folklorem. Pewnie inni powiedzą, że Morrison później nagrywał lepsze rzeczy, ja się jednak nie zgodzę. Te piosenki jako album stanowią nierozerwalną, absolutnie genialną całość.

The Beatles-Abbey Road (1969)

https://www.youtube.com/watch?v=bgiQD56eWDk

Ze wszystkich arcydzieł czwórki z Liverpoolu wybrałem ten album (chociaż mojemu sercu najbliższy jest biały album), ponieważ jest on swoistym magnum opus Brytyjczyków i przeglądem ich „skromnych” poczynań w karierze. Piosenkowe formy spotykają się tutaj z psychodelicznymi kolosami („I Want You She’s so Heavy”) i przede wszystkim jest to album George’a Harrisona, którego zawsze chyba lubiłem najbardziej. Oczywiście warto powiedzieć o „Here Comes the Sun” , ale kluczem do magii jest tutaj „Something”.

Frank Zappa -Hot Rats (1969)

https://www.youtube.com/watch?v=eKYGaEafv4g

Pisanie o Zappie w 2016 roku trochę nie ma sensu. W ogóle pisanie o Zappie nie ma sensu. Klikajcie w link powyżej.

Simon And Garfunkel – Bridge Over Troubled Water (1970)

https://www.youtube.com/watch?v=pey29CLID3I

Dyskografia najciekawszego duetu w historii popu zawsze obfitowała w wybitne single i…przeciętne albumy. Paul i Art nigdy nie przywiązywali wagi do formatu albumu i poza świetnym „bookends” ich albumy obfitowały zazwyczaj w świetne single i dopełniacze. Dopiero tutaj to zmienili. „Bridge Over Troubled Water” trzyma poziom od pierwszej minuty do samego końca i jest esencją twórczości tego świetnego duetu.

Neil Young – After the Gold Rush (1970)

https://www.youtube.com/watch?v=kVRxdPWV3RM

Patrząc na ten album można uznać Young’a za ostatniego obrońce tradycji folkowej u progu psych-rockowej dekady. Można by było, ale należy pamiętać o wydanym rok wcześniej świetnym zadziornym „Everybody Knows This Is Nowwhere”. Więc Young to po prostu Young. Gra według własnych zasad i pisze niesamowite piosenki. Tutaj u szczytu formy, wznosi się ponad wszystko i ponad wszystkich.

Led Zeppelin – IV (1971)

https://www.youtube.com/watch?v=9Q7Vr3yQYWQ

Trudno jest wybrać ulubiony album Zeppelinów. Ja stawiam moje pieniądze na „IV”. To właśnie tutaj kwartet zawarł najlepszy zbiór swoich piosenek. Ciężkich rockowych szlagierów z nutką bluese’a. Warto zapamiętać, że ze wszystkich długowłosych dinozaurów gitary, to właśnie ci panowie radzą sobie z czasem najlepiej.  Nawet takie szlagiery jak „Stairway to Heaven” brzmią po tylu latach świeżo.

The Rolling Stones -Sticky Fingers (1971)

https://www.youtube.com/watch?v=QhwwCWkmYoc

Istnieje nieprawdziwe stwierdzenie wynikające z powierzchownej znajomości dyskografii tych legend, głoszące fakt że Rolling Stonesi wynaleźli „mocne” granie . Wystarczy jednak sięgnąć po „Sticky Fingers”, aby zadać kłam temu stwierdzeniu. Bluesowy ciężar płyty zapewnia dyskografii zespołu Keitha Richardsa i Micka Jaggera nowy wyrazisty odcień, który jak dla mnie pomógł zespołowi przestać być tylko chłopakami z wizerunkiem, ale także rewelacyjnymi muzykami.

T.Rex – Electric Warrior (1971)

https://www.youtube.com/watch?v=GMfjA4gyEcU

T.Rex na „Electric Warrior” może nie wynaleźli glam rocka, ale popchnęli ten gatunek w kierunku komercyjnym jednocześnie nadając mu sznyt artystyczny. Zespół Marca Bolana przestał również być zespołem czysto singlowym i stali się pełnoprawnym zespołem.

The Who -Who’s Next (1971)

https://www.youtube.com/watch?v=x2KRpRMSu4g

Problem z najlepszą płytą The Who jest taki, że ich dyskografia pęka w szwach jeżeli chodzi o doskonałe albumy. Wybieram bezpiecznie ten, bo to na nim znajdują się największe hity zespołu jaka „Baba o’Riley”, czy też „Behind Blue Eyes”.

David Bowie -The Rise And Fall of Ziggy Stardust (1972)

https://www.youtube.com/watch?v=XXq5VvYAI1Q

Zawsze uważałem, że Bowie to bardziej idealnie skonstruowany produkt marketingowy niż muzyk. Brytyjczyk niczym robot przewidywał bezbłędnie nowe trendy, czasem jednak przy tym wydając płyty słabe. Ale w latach 70. gość był nie do zatrzymania a na tym albumie pokazuje swoje wszystkie twarze, nie tylko geniusza stylizacji, ale także geniusza muzyki.

Lou Reed -Transformer (1972)

https://www.youtube.com/watch?v=QYEC4TZsy-Y

Świat był za mały dla lidera Velvet Underground. Wszyscy o tym dobrze wiemy. Na „Transformer” jednak Reed jest w miarę opamiętany i trzyma swoje szaleństwo w ryzach. Zajmując się przede wszystkim muzyką, chwała mu za to. Ta płyta to jedyna solowa propozycja Lou dla przeciętnego słuchacza. Reszta zarezerwowana jest dla wytrwałych.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *